Jak pracujemy?
Najpierw znajdujemy wzorzec, połączony bezpośrednio z bólem, czy kontuzją. Potem szukamy, gdzie, w jakim ruchu i w jaki sposób się on manifestuje. Studiujemy szerzej przyczyny zaistniałej sytuacji, które mogły być także elementem składowym obecnego stanu.
Następnie pracę zaczynamy od analizy ruchu sportowego i codziennego, wzorców postawy, wzorców kompensacyjnych. Obserwujemy jakość ruchów na każdą stronę, oraz po jakiej wartości obciążeń, czy ilości powtórzeń ciało uruchamia kompensacje. Przykładowo: traci możliwość równego rozłożenia ciężaru ciała, gdyż jedna strona jest dużo słabsza (szybciej zmęczona), lub ponieważ ma nieprawidłowe ustawienie jednego stawu np. po kontuzji. Może to być także efekt niedokończonego procesu naprawy struktur tkanek lub bez uzyskania pełnego przepływu układu nerwowego na tym odcinku.
W drugiej kolejności skupiamy się na odblokowaniu i uaktywnieniu cyrkulacji krwi i limfy, by zwiększyć odżywienie mięśni, skuteczne pozbywanie się zalegających toksyn, pompowanie w miejsca do tej pory niedostępne. Ciało ma wówczas zasoby, by odbudowywać ubytki czy tworzyć nowe połączenia struktur tkankowych, oraz taśmy powięziowe łączące mięśnie w danych sekwencjach ruchowych oraz zabezpieczające staw i dające wsparcie dla swobodnej rotacji. Bardzo istotna jest wtedy także produkcja mazi stawowej, by stworzyć amortyzację w stawach (zwiększa się przestrzeń pomiędzy kośćmi, maź daje poślizg – i z pomocą taśm/ naciągów, kości mogą wrócić na prawidłowe miejsce).
Wówczas aktywujemy pracę wzdłuż meridianów i ich punktów (każdy narząd ma swój meridian, a każdy meridian ma swe punkty – z których niektóre mogą być zablokowane/ nieaktywne). Stymulujemy (uciskamy) także wybrane punkty akupresurowe.
W tym temacie ważną rolę odgrywa także dieta, sen, ciepło (to, jak ciało jest w stanie je wytworzyć i przechować), doświadczenie z temperaturą/ zjawiskami atmosferycznymi na zewnątrz (tkanka łączna reaguje na temperaturę, np. długotrwały zimny nawiew powoduje kruchość tkanek) i kilka innych aspektów prowadzących do przywrócenia homeostazy. Pracujemy przede wszystkim na bazie TCM (Tradycyjnej Medycyny Chińskiej) i i moim ponad 20 letnim doświadczeniu pracy z ciałem.
Kolejny etap to trening oporowy, czyli oporowanie w różnych płaszczyznach, oraz kombinacje oporowania na kilku płaszczyznach jednocześnie. Mięsień potrzebuje czasu, by nauczyć się (znów lub na nowo) odpowiadać na bodziec. Przywracanie połączenia nerwowo mięśniowego, mózg musi się nauczyć znów aktywować włókna mięśniowe. Jest to możliwe niezależnie od wieku, jednak wymaga czasu. I tak jak tkanka łączna regeneruje się po około 6 tygodniach, tak odbudowa połączenia na drodze mózg-mięsień może trwać od 8-18 miesięcy. Wszystko zależy od stanu wyjściowego osoby, czasu trwania kontuzji/kompensacji, indywidualnych możliwości regeneracyjnych organizmu.
Praktyka, odpowiednia dieta, czas, stymulacja mięśni i układu nerwowego, to istotna część procesu, ale też bardzo istotnym czynnikiem jest otwartość mentalna. Taka gotowość wymaga pewnego psychologicznego wysiłku, by podążyć za ruchem, który jest mniej znany (vs wyuczony, bardziej komfortowy wzorzec), a czasem może nawet być bolesny (unikając bólu tworzymy najczęstsze kompensacje), czy po prostu sprawiający więcej trudności (vs ten łatwy, ucieczkowy). Wymaga także zaufania do tego, co nauczyciel mówi, bo może to być sprzeczne z percepcją, czyli mapą punktów odniesienia układu nerwowego zbudowaną przez lata na kompensacji (przecież jestem prosto). A percepcja potrafi być zakrzywiona tak, jak wzorzec…
Każdy przypadek jest indywidualny i stanowi wyjątkową kombinację zależności, uwarunkowań, predyspozycji oraz aktualnego stanu bieżącego. Dlatego nigdy niczego nie zakładam, nie działam schematycznie – za to wnikliwie studiuję i analizuję, bazując zarówno na doświadczeniu, jednocześnie podążając także za intuicją, aby praktyka odpowiadała na bieżące potrzeby. Wszystko co robimy, jest oparte na praktyce Ashtanga Vinyasa Yogi, podążając z duchem nauk Śri T. Krishnamacaryi.
Ciało posiada własną geometrię, zapisy ruchu pierwotnego, a także reprezentacje postaw psychologicznych manifestujących się poprzez ciało. Wszystkie one mogą być zarówno nabyte jak i wrodzone.
Przez lata różnorodnych doświadczeń, dominacji/używania głównie jednej strony lub jednej części ciała, ciało może przyjąć postawy kompensacyjne, chroniące lub zatrzymane w nadmiernym wysiłku/ tonusie, bez możliwości powrotu do stanu „ustawień fabrycznych”, czyli ciała w naszej najbardziej naturalnej postaci, zgodnej z pierwotnym obrazem zdrowych postaw i funkcjonowania.
Nawet praktyka Jogi, mimo iż z założenia jest metodą uzdrawiania ciała i umysłu oraz jest najskuteczniejszą metodą, wśród wszystkich jakie poznałam, jest tylko narzędziem – a każde narzędzie może być użyte zarówno we właściwy, jak i niewłaściwy sposób.
Ashtanga podobnie jak każdy wysiłek fizyczny (może to być jazda na rowerze, bieganie, wspinanie, tenis, sztuki walki, czy dźwiganie ciężarów, a nawet po prostu mycie okien, czy długotrwałe siedzenie w pochylonej, czy skręconej pozycji i wiele innych), poprzez powtarzalność sekwencji ruchów oraz dużą regularność, szybko naświetla nasze słabsze, nadmiernie przeciążone oraz asymetryczne części ciała. Warto pamiętać, że Ashtanga należy do jednych z najbardziej wymagających rodzajów Jogi.
Jeśli przegapimy ten moment, kiedy zaczyna się kompensowanie i skupimy się tylko na kolejnych Asanach czy Seriach, to taka praktyka bez świadomej pracy w tym obszarze, bardzo szybko doprowadzi do kontuzji. Tym bardziej, że ilość wykonywanych powtórzeń oraz różnorodność ruchów, działa wtedy na niekorzyść. Wchodzi zmęczenie, słabsze skupienie, powielanie wzorca kompensacji, który w innej formie będzie się manifestować w następnej asanie. Dlatego czasem trudniej go rozpoznać – ale nie znaczy to, że go nie ma. Będzie on także widoczny w czynnościach życia codziennego, takich jak pozycja spoczynkowa (leżenie, siedzenie czy stanie), ale też zwykłe czynności, takie jak podnoszenie rzeczy, czy chodzenie, koszenie trawy czy postawa przyjmowana podczas zmywania naczyń.
Wszystkie wzorce ruchu przejawiają się w życiu codziennym, ale manifestują przy dużym wysiłku lub ekstremalnych warunkach na zmęczeniu, zimnie, wyczerpaniu. Osiągają swe maksimum w sytuacjach intensywnego lub długotrwałego wysiłku ruchowego.
Przy braku uważności na te aspekty, praktykując Ashtangę, będziemy mieć tendencję do wkładania w nią wyuczonych wcześniej wzorców kompensacyjnych, szczególnie gdy w grę wchodzi zmęczenie czy przeciążenie. Dokręcamy więcej tam, gdzie możemy dokręcić, rozciągamy więcej tam, gdzie jest łatwiej rozciągnąć i przenosimy ciężar ciała tam gdzie wygodniej (a nie koniecznie prawidłowo) i cała oś ciała, taśmy powięziowe, stawy zaczynają być bardziej asymetryczne niż przedtem.
A w związku z tym, że Asan (pozycji) jest dużo w sekwencji, są bardzo różnorodne, a każda kolejna stanowi rozwinięcie/pogłębienie poprzedniej, to dysproporcje z czasem są coraz bardziej widoczne.
Tracimy balans i równowagę sześciu podstawowych płaszczyzn (przód-tył, prawo-lewo, góra-dół). Kiedy do tego dodamy taśmy skośne – zaczyna się już większy problem: przepukliny, uciski na nerwy, niedomagania narządów jamy brzusznej, problemy z podstawowymi stawami (biodra, kolana, kostki, barki).
Praktyka na ilość, zamiast prowadzić nas do zdrowia (sekwencja Pierwszej Serii jest ułożona tak, by robić „skan” kondycji całego ciała, w tym także oceny stanu narządów), zaczyna wkraczać w definicję „śmieciowego przebiegu”, czyli bezsensownego wysiłku. Maksyma „practice, practice and all is coming” dotyczy cierpliwości i wytrwałości w praktyce, niemniej wytrwałości tej powinien towarzyszyć prawidłowo ukierunkowany i właściwy ilościowo wysiłek.